sobota, 20 marca 2010

Czasem...

Czasem jest tak, że jakby wszystko wiadomo, cel jakiś, jasność, cholera wie co, ale w każdym razie jakoś tak raźniej i w ogóle... Raz, dwa i do przodu! Czasem przeciwnie. Nic mi się nie podoba, nic mnie nie zachwyca, kino mnie nudzi, ludzie mnie nudzą. Coś tam robię wbrew sobie, bo chyba nie umiem jeszcze się całkowicie rozłożyć, choć bardzo bym chciała. Najgorsze jest chyba jednak to, że nie wiem, dlaczego mi źle. Nie wiem, czego bym chciała. Cholera jasna, jakbym chciała wiedzieć cokolwiek.

niedziela, 14 marca 2010

marzec znienacka

Na kalendarzu mam bociany w tym miesiącu. Chyba to lekka przesada. Z drugiej strony, nic nie dzieje się bez przyczyny i wczoraj rano gdy dostałam sms-a od koleżanki, która urodziła drugie dziecko, to mi się humor dokumentnie spieprzył. Wiem, wiem, jak to brzmi. Ale odkąd mi psycho powiedziała, ze trzeba też potwora w sobie dostrzec i zaakceptować  i nauczyć się z nim żyć, czuję się jakoś mniej winna tym moim niefajnym odczuciom.
Poza tym latam, łapię okazje różne, mądre i głupie, dojrzewam chyba do myśli o porzuceniu szkoły muzycznej. Wiem niby, że życie nie zawsze jest cudowne i polega tez na użeraniu się z trolami, ale ja jestem jakaś jednak mało na to odporna. I sama nie wiem, jeśli można sobie życie uprzyjemnić, eliminując źródło negatywnych odczuć to chyba dobrze, choć z drugiej strony, oczywiście, nie zawsze się tak da.
Wczoraj byliśmy w Wedlu i rozmawialiśmy o ty, co byśmy chcieli w życiu robić, gdybyśmy mogli coś sobie teraz wybrać. To fajna zabawa. Chciałabym mieć kwiaciarnię albo szyć torby.